Dziś odprowadziłam synka do przedszkola. Byłam zachwyconadekoracjami jesiennymi. Okna naprawdę były przecudne. Na drzwiach wisiaławiązanka z kolorowych liści. Piotruś nie mógł się doczekać wejścia do środka.Dziś dzieci miały dowiedzieć się co nieco o Warszawie. Za pomocą kolorowychilustracji panie przedszkolanki miały przekazać naszym maluchom najcenniejszeinformacje o stolicy. Piotruś nie mógł się doczekać tej lekcji. Jest bowiempasjonatem komunikacji i chciał koniecznie opowiedzieć innym dzieciom tramwajachi autobusach.
Teraz siedzę w pracy i czekam na wenę twórczą. Szef zleciłmi przygotować wszystkie dokumenty dla agencji reklamowej, która mawypozycjonować naszą stronę w Internecie. Dodatkowo agencja zobowiązała sięzrobić nową reklamę naszej formie. Część dokumentów mam w komputerze. Wzasadzie w tym piekielnym sprzęcie, który od czasu do czasu „obraża” się namnie i nie chce współpracować. Prosiłam już informatyka firmowego, by zmienił wtej nowoczesnej technologii oprogramowanie, ale jakoś nie ma czasu. Ostatniowyczytałam w jakiś sondażach, że informatycy powinni pracować w nocy – wtedy imsię najlepiej myśli i zdążą wszystko zrobić. No ale przecież na podstawie jakiśtam danych statystycznych nie można zmuszać ludzi do pracy w nocy.
Hmmm… Zrobię sobie przerwę na śniadanie. Wczoraj przyokazji przyrządzania makaronu na obiad upiekłam ciasto. Ten przepis kulinarnyznaleziony w jakimś kolorowym piśmie okazał się rewelacyjny. Ledwie zdążyłamukryć cześć tego wspaniałego deseru na dziś przed mężem i Piotrusiem. Jutroczeka mnie niecierpliwie oczekiwana lekcja jogi. Lubię te zajęcia, bo pomagająmi się oderwać od codziennej szarej rzeczywistości.
No dobra biorę się do tych dokumentów, bo inaczej cały dzieńmi zleci na czekanie na wenę. Najpierw napiszę niezbędne dokumenty po polsku, apotem dam koleżance do przetłumaczenia na język angielski. Swoją drogą z chęciąwybrałabym się na jakieś kursy języków obcych. Znajomi od dawna wysyłają mniedo szkoły języków obcych. No cóż pożyjemy, zobaczymy. Adios ludziska.